Czuję ogromną wdzięczność za to, że moje ciało „wzięło sprawy w swoje ręce”

Ania 13 czerwca 2016,

Ania 13 czerwca 2016 6 lipca 2016

Nie wiem, od czego zacząć, chyba od tego, że od dziecka byłam osobą bardzo mocno straumatyzowaną, dosłownie zimną, zamrożoną. Od zawsze czułam, ze coś jest nie tak ze mną. Byłam bardzo daleko od siebie, od mojego ciała. Pod wpływem terapii psychologicznej zaczęłam bardzo powoli odczuwać siebie, moje ciało. Trudno może uwierzyć, ale ja przez 30 lat mojego życia naprawdę nie czułam niczego i nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy. Nie używałam nawet takiego słowa jak „odczuwanie”, nie wiedziałam, że „coś takiego” jest. Od czasu, jak zaczął się we mnie proces uzdrawiania, tj. od ok. trzech lat, spotykam wspaniałych ludzi, którzy są dla mnie inspiracją do pracy nad sobą. Naprawdę trudno całą moją historię opisać tutaj, jak to wszystko się działo, jak zaczęłam poznawać siebie, jak zaczęła budzić się moja intuicja, jak dochodziło do głosu moje ciało. Jedna z tych wspaniałych osób poleciła mi książki Aleksandra Lowena. Uważam, że to było odkrycie mojego życia, coś co naprawdę mi życie uratowało. Lektura „Duchowości ciała” A. Lowena była niezapomnianą przygodą. Autor opisuje tam po kolei niemal każdą część ciała, jakie emocje gdzie w nas mieszkają. Te części ciała budziły się we mnie po kolei, tak jak jest to opisane w książce. Jednak, w co trudno mi samej uwierzyć, ten proces zachodził we mnie zanim o tym przeczytałam. Zupełnie intuicyjnie. Książka była tyko potwierdzeniem tego, ze to co się ze mną stało, jest OK. Wykonywałam ćwiczenia oddechowe, praktykuje jogę i sądzę, że to mi pomogło otworzyć się na głos mojego ciała. W międzyczasie przeczytałam też książkę, w której była opisana metoda zwana „skanowaniem ciała”. Zrobiłam to kilkakrotnie. Po pierwszym razie dosłownie poczułam, że moja świadomość lata gdzieś pod sufitem, aż się przestraszyłam, że to poczułam tak wyraźnie, jak po wykonanym ćwiczeniu dosłownie WCHODZĘ w swoje ciało. Zaczęło się wszystko potem dziać samo. Pewnego dnia, gdy zdarzyła się sytuacja podobna, do tej, która zamroziła mnie w dzieciństwie, wróciłam do domu i położyłam się. Zaczęłam intuicyjnie głęboko oddychać, trwało to chyba z 20 minut, potem zaczęła mi się ruszać miednica w górę i w dół, potem tak spazmatycznie zaczęło mi się ruszać całe ciało, czułam, jakby „coś” ze mnie wychodziło, od stóp aż do głowy. PO kilku minutach takiego ruszania wydałam z siebie przeraźliwy krzyk. Zaczęłam się trząść, zimny pot mnie zalał, byłam mokra, było mi gorąco i zimno. Nigdy w życiu tak się niczego nie bałam, jak tego, co się ze mną działo wtedy. Jednak słyszałam taki kojący głos, jakby ktoś tam był ze mną. Słyszałam to bardzo wyraźnie: „Zaufaj, to jest dla Ciebie dobre, zaufaj, to jeszcze nie koniec, wiem że się boisz, jednak zaufaj”. Wstałam i zaczęłam intuicyjnie chodzić po pokoju, cały czas bardzo głęboko oddychając, w pewnym momencie przystanęłam i zaczęły mi się intuicyjnie zginać i prostować kolana. Najpierw wolno, potem szybciej i szybciej, po chwili całą się trzęsłam, wiedziałam intuicyjnie, że muszę mocno stać na własnych stopach, żeby nie upaść i nie zrobić sobie krzywdy, jakiś głos tylko mówił do mnie” zaufaj i oddychaj”. Po chwili znowu taki krzyk przeraźliwy, a potem zimny pot. Zrobiłam tego wieczoru jeszcze tak chyba raz albo dwa. A potem spałam jak dziecko nie wiem ile godzin. MOje ciało pragnęło uwolnić się od strachu, nie mogło już znieść tego ciężaru. To było przerażające, bo ja naprawdę czułam ten strach. dziś wiem, że żeby uwolnić się od jakiejś niechcianej emocji, trzeba się z nią mocno skomunikować o pozwolić sobie ją odczuć. Musi być  przepływ, gdy wypieramy jakąś emocję, ona blokuje przepływ. Takie trzęsienie zdarzało mi się jeszcze parokrotnie, jednak to były już „łatwiejsze” do zniesienia emocje niż strach -smutek, gniew…Na warsztatach w sobotę, 11 czerwca, podczas ćwiczenia wyszła ze mnie radość i wdzięczność. Czuję ogromną wdzięczność za to, że moje ciało „wzięło sprawy w swoje ręce” i dziękuje sobie za to, że sobie na to pozwoliłam, i za to, że pozwalam sobie na chwilę słabości, gdy tego potrzebuję. Dziękuję Wam, Krzysztofie i Wiolu, za to, co robicie. Dzięki Wam, osoby, którym nie jest dane takie spontaniczne uzdrowienie, mogą doświadczyć tego dzięki ćwiczeniom i Waszej pomocy.

Comments are closed

  • Krzysztof Wadelski - ZnanyLekarz.pl